Tekst dedykuję wszystkim tym, którzy myśleli, że cała ta wirtualna kaczka jaką była „Liga Prawicy Rzeczypospolitej” to poważny sojusz przedwyborczy.

 

Zacznijmy może od samego początku…

 

Nie tak całkiem dawno całą Polskę ogarnął szał przyśpieszonych wyborów, które wyskoczyły niczym dzika bestia zza krzaków. Z racji, iż były to przyśpieszone wybory czasu na wszystkie formalności (chociażby zebranie podpisów i zarejestrowanie list) było naprawdę niewiele. Z tego też powodu byłem w pełni  gotów do boju – przygotowywałem się do solidnego zbierania podpisów oraz werbowania do tego samego zajęcia innych ludzi. Zapowiadało się całkiem ciekawie – nie łudziłem się, że UPR wejdzie w tych wyborach ale cieszyłem się, że wreszcie pierwszy raz od 10 lat pokażemy swoją zacną markę na kartach wyborczych. Byłaby to pewnego rodzaju reklama, która z pewnością zaowocowałaby na następnych wyborach.

 

Niestety, wszystko przybrało inny wymiar. Pojawiły się dwie dziewuszki (LPR i PR) szukające towarzystwa.. Gdy tylko dowiedziałem się o tym paskudnym romansie UPR-u z dwiema wcześniej wymienionymi natychmiast zacząłem żywo protestować. Napisałem parę listów sprzeciwu (tak szybko je pisałem, że było w nich mnóstwo literówek), wysłałem je od razu do Janusza Korwin-Mikkego i innych UPR-owskich szych.
"Krzyczałem", że lepiej przegrać samemu, ale za to z honorem niż szmacić się z socjalistami i wrogami wolności.
Oczywiście na nic zdały się wołania jakiegoś tam partyjnego ludzika…

 

Po pewnym czasie jednak oburzenie nagle zniknęło. Otóż odkryłem o co chodzi w tym wszystkim!
Będąc tak świetnym szachistą jak pan Janusz Korwin-Mikke jest się nie tylko dobrym graczem przy szachownicy, ale i dobrym graczem przy okrągłych (i nieokrągłych) stołach! Siłą rzeczy.

 

Pan Janusz Korwin-Mikke zapewne stwierdził, iż UPR nie ma szans na wejście do sejmu w tych przyśpieszonych wyborach. Może nawet nie mieć szansy zarejestrować ogólnokrajowej listy! Zatem by nie pozostać w pozycji nic nie znaczącego przeciwnika i rejestrując na przykład listy tylko w 7 okręgach (jak Partia Kobiet) lepiej było posłużyć jako kamikadze i zniszczyć pseudo-prawicowy plankton, który niepotrzebnie ośmiesza idee prawicy.

 

Znalazły się takie planktony dwa. Jeden to post-PiSowscy fanatycy Św. Marka Jurka, czyli Prawica RP. Zaś drugi to LPR, czyli polscy mudżahedini (jak nazywa ich kolega Kot Behemot). Oba te ugrupowania cierpiały na niedobór elektoratu, a to za sprawą Radia Maryja, które zaczęło popierać tylko „Prawo i Sprawiedliwość”. Liga Polskich Rodzin była tonącym statkiem (teraz już jest zatoniętym!). Wykorzystał to oczywiście złośliwy pan w muszce i dorzucił na ten statek bardzo ciężką żelazną kulę w postaci Unii Polityki Realnej. To właśnie przez tą kulę statek bezpowrotnie zatonął, ciągnąc za sobą malutką łódź przypiętą do owego statku, czyli „Prawicę” RP.

 

Nie trzeba chyba nikomu rozumnemu i zorientowanemu w polityce tłumaczyć jak do tego wszystkiego doszło. To było takie oczywiste!
Otóż gdy takie dwa skrajne przeciwieństwa jak UPR i LPR wiążą się razem to ich elektoraty uciekają w popłochu. Podejrzewam, że ten elektorat Ligi Polskich Rodzin, który nie posłuchał się jeszcze RM nie wytrzymał tego skontrastowania w tych wyborach i w większej mierze przeszedł na PiS. To było dla nich z pewnością „lepsze” rozwiązanie niż popieranie „wrednych liberałów”. Pamiętam zresztą bardzo dobrze moją podróż na konwencję wyborczą owego wirtualnego tworu (czyli „Ligi Prawicy Rzeczypospolitej”) w Warszawie. Już na samym wstępie spotkałem się z niezadowoleniem babć z LPR, kiedy to wszedłem do autokaru (sponsorowanego przez samą Ligę) w rozpuszczonych włosach, trzymając wielką flagę Unii Polityki Realnej. Słyszałem różne komentarze typu „to musi być jakiś anarchista z tego UPR”, „Idzie liberał od Korwina”, „co to jest za flaga?!”. Później było tak samo. Na konwencji stojąc w szerokim gronie członków Unii Polityki Realnej staliśmy się atrakcją pewnych starszych pań. Najlepiej ich niezadowolenie opisał komentarz jednej z nich: „czego ci liberałowie tutaj chcą!?”.

 

Oczywiście nie inaczej było z naszym elektoratem. Osobiście od kiedy jestem w UPR przekonałem do niej porządnie ponad 60 osób. Wszystkie były w stanie nas poprzeć.. ale nie iść z nami w ogień, a tym bardziej postawić krzyżyk przy LPR! No i z tych wszystkich osób TYLKO 3 osoby z wielkim bólem serca zagłosowały na przedstawicieli UPR startujących z list LPR. Większość nie poszła na wybory wcale (mówiąc mi jeszcze z żalem, iż „gdyby nie ten sojusz…”). Dokładnie takie same proporcje rozkładały się wśród osób czytające mojego bloga! Nie udało mnie się nawet przekonać do głosowania osoby, która w każdych poprzednich wyborach oddawała głos na UPR! We wszystkich przypadkach na nic zdały się argumenty, że jest to szansa by zasilić sejm wolnościowymi posłami z naszej partii.

 

Sam osobiście nie wierzyłem w to co mówię, czyli w nadzieję na dostanie się UPRowców do sejmu. Byłem jednak fair. Robiłem wszystko by się powiodło. Nie siałem defetyzmu, a nawet lekko udawałem nadzieję w sukces. Jednak przy samych spotkaniach wyborczych, rozdawaniu ulotek i nawet rozwieszaniu dykt spotkałem się z komentarzami pokroju „dlaczego poszliście z tym LPR?”, „ten sojusz to katastrofa! Jak mogliście związać się z socjalistami?” od zwykłych, przypadkowych ludzi, których nigdy wcześniej nie widziałem!
Zresztą sam pan JKM relacjonował, że w mieście, z którego startował na jego billboardach zniknęło logo LPR. Nie dziwię się!
Samą wrogość do LPR przez osoby prawdopodobnie nawet nie znające samego UPR-u dało wyczuć się na każdym kroku. Jak ludzie zobaczyli na dyktach i ulotkach napis „LPR” od razu stawali się nie mili. Niektórzy zaczęli wyzywać, przeklinać, raz nawet dostałbym po twarzy od pewnej grupki osób raczej w ogóle polityką nie zainteresowanych (choć mocno zrażonych do LPR, co się wyjaśniło w okrzykach).

 

To wszystko miało odzwierciedlenie w wynikach.
Pytanie jednak czy na pewno naszych? Nie. To był wynik mający na celu eliminację LPR.

 

Proszę sobie przypomnieć jak śmieszne były spoty socjalnej partii, w których mówiono o wolności gospodarczej.
Jak śmieszne było gdy panowie od becikowego zaczęli nagle przeobrażać się w wolnorynkowców (i zarazem wciąż nie przestając chwalić się wprowadzeniem durnego zasiłku w postaci becikowego!).
Jak śmieszne były wystąpienia pana Janusza Korwin-Mikkego, który zaczął tworzyć wokół wolnościowej partii wizerunek rednecki.
Jak śmieszne były w ogóle wypowiedzi JKM-a, który nagle przybrał dziwną definicję prawicy, nazywając jedyną prawicą w Polsce nie tylko UPR ale i LPR (na jakimś spotkaniu sam widziałem jak JKM mówiąc to nie mógł pohamować się od śmiechu).
Proszę zresztą pomyśleć jak śmieszny był sam ten sojusz! Wolnościowej partii o zabarwieniu ideologicznym konserwatywnego liberalizmu i libertarianizmu z partią o 180 stopni od siebie odwróconej. Co nas łączyło to w gruncie rzeczy sprzeciw wobec UE (aczkolwiek z zupełnie innych powodów), chęć (moim zdaniem bardzo wątpliwa ze s trony LPR) przywrócenia kary śmierci za morderstwo i ewentualnie parę innych szczególików (szanowałem w LPR jeszcze tylko sprzeciw wobec uczestnictwa w wojnie neokonserwatywnych popaprańców z USA, co jednocześnie zgadza się z  libertariańskim aksjomatem o nieagresji).

 

Wynik KW LPR nie znajduje kompletnie odzwierciedlenia w poparciu Unii Polityki Realnej. Najlepszym dowodem jest na to mój okręg wyborczy – okręg poznański. KW LPR do sejmu  nie dostał tutaj nawet 1% a kandydatka Unii Polityki Realnej do senatu dostała prawie 5% (mimo, że do PO startowało tutaj aż 2 kandydatów i prawdopodobnie żaden POwczyk jej nie zaznaczył jako „drugą opcję”!).

 

Nie można zatem mówić, że jest to nasza porażka! Z całą powagą powiadam, iż jest to nasz sukces!
Wyeliminowaliśmy partię, która cały czas ośmieszała sprzeciw wobec Euro-Kołchozu (tak zwanej UE). Najlepszym na to dowodem są monologi prof. Macieja Giertycha, bądź wystąpienie przydupasa Wierzejskiego (w którym to dowiadujemy się, że UE jest zła bo nie ma w niej miejsca na Boga). Mamy teraz wyłączny monopol na suwerenność Polski, gdyż cała reszta partii niewyeliminowanych jeszcze przez nas opowiada się ZA podpisaniem Traktatu Reformującego i za szerzeniem „integracji” z Eurosocjalistami.
Wyeliminowaliśmy na stałe partię, która masowo zniechęcała ludzi do przywrócenia kary śmierci za morderstwo, której i tak by sama najprawdopodobniej nigdy nie wprowadziła. Chociażby idiotyczny pomysł o wprowadzeniu ustawy „ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci” skutecznie tą możliwość by wyeliminował już na samym starcie.

 

Nie tylko wyeliminowaliśmy wroga, ale także jego kosztem się nasyciliśmy!
To właśnie Liga Polskich Rodzin finansowała całą kampanię, dzięki której wielu naszych członków mogło się wypromować po przez billboardy, ulotki, dykty (na które nie byłoby nas stać!). Dzięki billboardom promowano głównie założenia programu naszej partii. Dzięki temu wszystkiemu zapraszano naszych członków do telewizji (jako przedstawicieli KW LPR)!
Aż w końcu tak oto finansując nam to wszystko Liga zamieniła się w bankruta, gdyż nie dostanie zwrotu kosztów z racji, iż nie przekroczyła 3%.


Najlepiej to zresztą podsumował Szymon Pawłowski (LPR), który przed kamerą powiedział coś w stylu: „jest to wina jednej osoby, bądź większej ilości”. No tak! Jest to konkretniej wina samego mistrza JKM-a (a jego wypowiedź o dzieciach niepełnosprawnych we Wrześni, która zaszkodziła komitetowi na pewno była częścią planu).

 

Po tej całej akcji nikt już chyba nie ma wątpliwości, że współpraca ze zwolennikami obecnego systemu się z pewnością nam nie opłaca. Nędzne próby wiosłowania po rzece i liniach brzegowych można odstawić. Czas wypłynąć na otwarte morze!

 

Z czysto-UPRowskim pozdrowieniem!
Norbert Kaczmarek

 

PS: Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie zionę ogniem do LPR jako zbiorówki ludzi, tylko jako partii o określonym programie i liderach. Współpraca w moim mieście z LPR była naprawdę znakomita. Poznałem także wiele miłych osób z tej partii. Na szczególną uwagę zasługuje pan Adam Kuź (który zresztą startował w tych wyborach do senatu z ramienia LPR) - gdyby ludzie z taką klasą i powagą jak pan Kuź zasiadali w sejmowych ławach na pewno nie mielibyśmy takiego kabaretu w polityce.